środa, 10 sierpnia 2011

Żołnierz Wehrmachtu-Ratuje Relikwie Św. Wojciecha

Pisałem o tym fakcie przy okazji postu o kościele Św. Mikołaja, ale dzisiaj przybliżę sylwetkę głównego bohatera, którego czyn dla każdego Polaka i katolika ma ogromna niewymierną wartość.
Św. Wojciech główny patron Polski jest symbolem naszego państwa i historii naszego narodu, uratowanie jego relikwii przed profanacją przez żołnierza wroga naszego państwa jest rzeczą niezwykłą i wartą nieco szerszego komentarza.Urban Thelen bo o nim mowa był katolikiem i Niemcem.Urodził się22 kwietnia 1915 roku w Winden niedaleko Dueren jako piąte dziecko Arnolda i Margarety Thelen. W wieku 22 lat został powołany do Arbeitsdienst- paramilitarnej organizacji młodzieżowej, a później do Wehrmachtu, gdzie przysposobiono go do pracy w wojskowych komisjach i urzędach poborowych.W 1939 roku gdy hiterowcy organizowali na terenie naszego kraju sieć Wojskowych Komend i Biur Meldunkowych został skierowany do Inowrocławia.Poznał tu katolickiego księdza Pawła Matausza, któremu ksiądz kardynał Adolf Bertram z Wrocławia zlecił opiekę duszpasterską nad przesiedlonymi na te tereny niemieckimi katolikami.Z czasem zaprzyjaźnili się bardzo.Thelen często przewoził pocztę od arcybiskupa wrocławskiego do Gniezna.Pomagał organizować "lewe papiery", rozdawał kartki żywnościowe i środki czystości poprzez księdza Matausza- bo na wszelki wypadek wolał nie wiedzieć kto je dostaje.Uratował życie Janowi Michalskiemu, późniejszemu biskupowi,Którego ksiądz Matausz ukrywał przez dwa tygodnie na wieży kościoła Św. Mikołaja, a potem dzięki dokumentom od Thelena ksiądz został "młynarzem" i mógł jechać do pracy do Generalnej Guberni.Urban Thelen miał też i inną misję z wielu kościołów zamienianych przez hitlerowców na magazyny ratował Przenajświętszy Sakrament przed profanacją.Wielokrotnie takie akcje kończą się powodzeniem.W lipcu 1941 roku przed wkroczeniem gestapo do katedry gnieźnieńskiej i zamienieniem jej w salę koncertową Thelen otrzymał najważniejszą misję swego życia uratowanie relikwii Św. Wojciecha.Trafia do przerażonego księdza Edwarda Blericqua wikariusza generalnego archidiecezji gnieźnieńskiej i odbiera od niego wyjęte juz z relikwiarza szczątki Świętego.W zalakowanej, opieczętowanej drewnianej skrzynce owiniętej papierem i przewiązanej sznurkiem wiezie je pociągiem do Inowrocławia.Ksiądz proboszcz Matausz chowa je najpierw na kościelnej wieży, ale uznaje że nie jest to bezpieczna kryjówka.Zamurowuje więc relikwie pod posadzką zakrystii. Tam doczekały szczęśliwie do końca wojny.
po wojnie relikwie zostały zwrócone do Gniezna.Przez lata nic o dzielnym kurierze nie było wiadomo.Aż Urban Thelen po wielu latach przeczytał  artykuł Reinholda Lehmana , w którym dziennikarz był zdumiony że malutkie miasteczko w Polsce, Gniezno z pustym relikwiarzem chce pretendować do europejskiej stolicy kultu Św. Wojciecha.Thelen wysłał sprostowanie do gazety, że on uratował szczątki świętego i relikwiarz gnieźnieński wcale nie jest pusty.
Dotarł do niego Arno Giese opisał cała historię jego życia i jego niezwykłe czyn podjęty z narażeniem życia dla ratowania największej świętości narodu polskiego.Tytuł tej ksiązki mówi wszystko" Kurier Kardynała".W 750-lecie Kleve, miasta urodzenia Ottona III Dokonano konsekracji nowego ołtarza, relikwie Św. Wojciecha do niego przekazał za zgodą prymasa Józefa Glempa(mój osobisty znajomy, siostrzeniec mego dawnego nieżyjącego już niestety proboszcza Kazimierza Mellera}ówczesny rektor gnieźnieńskiego seminarium duchownego ks. Teofil Wilski, obecny biskup kaliski, a niósł je do ołtarza Urban Thelen w asyście polskiej delegacji.Za swą godną podziwu i szacunku postawę został uhonorowany medalem "Zasłużony dla Archidiecezji Gnieźnieńskiej"Jego ojciec był organistąi on również był bardzo utalentowany w tym kierunku. Już podczas wojny grywał na organach kościoła Św. Mikołaja, po wojnie zdobył wykształcenie muzyczne i podobnie jak ojciec został organistą.Gdy po latach odwiedził znajome miejsca w Inowrocławiu zasiadł przy organach, w tak związanej z nim farze i znowu zagrał.
I tak wypada zakończyć tę krótką opowieść o żołnierzu który służył w wojsku wroga ale przede wszystkim był katolikiem i człowiekiem.
***
 Ten wehrmachtowiec był człowiekiem
Wierzył w Boga i to go chyba zmieniało
Pomagał rodzinom, woził żywność i lekarstw niemało
Kiedy gestapo do katedry wkroczyło i w salę koncertową ją zmieniało
Ratując przed profanacją pociągiem wiózł Wojciechowe ciało
Pod posadzką u Św. Mikołaja relikwie znalazły schronienie
Za to od całej Polski ma szacunek i dziękczynienie 
Największą świętość dla Polaków uratował
I Bóg go długim życiem uhonorował.
W 2004 roku podczas wizyty w Polsce, w tym w Inowrocławiu Urban Thelen miał 89 lat.


 Kościół Św. Mikołają w którym często bywał w czasie wojny Thelen i gdzie relikwie Św. Wojciecha szczęśliwie przetrwały wojnę.


I ta sama świątynia na dawnym rysunku i odlew z brązu na deptaku Królowej Jadwigi.
Organy na których grał Urban Thelen.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za opinie! Zachęcam do zapoznania się z pozostałą zawartością strony oraz dyskusji na poruszane tematy. Zapraszam ponownie!